środa, 25 lutego 2015

Rozdział 1

Światła.Hałas.Twarz bliskiej osoby oblana potokiem łez pomieszanych z krwią.Ciemność.***Obudził mnie krzyk.Zlana zimnym potem,podparłam się na ramionach żeby usiąść.I wtedy sobie przypomniałam.Taty nie ma.Wyjechał na delegacje.Jestem w domu sama.To ja krzyczałam.Znowu śnił mi się wypadek.Widziałam mamę.Jej twarz wykrzywiona bólem i cierpieniem.To ona powinna przeżyć ten wypadek.Nie ja.Przetarłam moją twarz dłonią jakby ten gest miał usunąć z mojej głowy wszystkie myśli.Och,ile bym za to dała.Wstałam i poszłam do łazienki.Związałam włosy w luznego kucyka i przemyłam twarz zimną wodą.Przebrałam się i powoli skierowałam do wyjścia.Zamykając drzwi prawą ręką,lewą zakładałam słuchawki.Bieganie to coś co mnie uspokaja.Świeże powietrze uderzyło w moją twarz.Od razu poczułam się lepiej.Zaczęłam bieg od wolnego truchtu,lecz chwilę potem przyspieszyłam.Moje stopy uderzały o asfalt w rytm anielskiego głosu Ed'a Sheeran'a.Dobiegłam do jeziora przy którym zwykłam przesiadywać i usiadłam na ławce.Wpatrywałam się w spokojną taflę jeziora na którym wpływały kaczki.Małe kaczątka płynęły w szeregu za swoją mamą.Czułam że w kącikach oczu zaczynają zbierać mi się łzy.Mam jakąś paranoję.Ale coś innego przykuło moją uwagę.Po drugiej stronie  na ławce prostopadłej do mojej leżała skulona postać.Pewnie pomyślałabym że to nic dziwnego,pewnie jakiś bezdomny śpi na ławce.Ale ten chłopak był młody i nie wyglądał tak jak bezdomni zwykle wyglądają.Postanowiłam tam podejść.Powoli obeszłam jezioro i podeszłam ostrożnie do ławki.-Ej.-Szturchnęłam go i szybko się odsunęłam.-Wszystko okej?-zapytałam ale chłopak dalej nie reagował.
Podeszłam bliżej i delikatnie chwyciłam jego ramię.Dalej nic.Przyłożyłam dłoń do jego policzka.Było lodowate.Biedak spędził pewnie na tej ławce całą noc.Chwyciłam go i przewróciłam na plecy.Chłopak zerwał się nagle i usiadł na ławce.Ja,przestraszona cofnęłam się parę kroków,i z impetem spadłam na tyłek.On patrzył się na mnie.Ja na niego.Żadne z nas nie mogło się ruszyć.Nagle on zerwał się z miejsca i zaczął biec.Po chwili przewrócił się i krzyknął z bólu.Otrząsnęłam się i podbiegłam do niego.
-Ej.-powiedziałm,ale on dalej chciał wstać i pobiec dalej,lecz nie pozwalała mu na to zraniona noga.-Chłopie,nie ruszaj się!-popatrzył na mnie.Spojrzenie jego ciemno brązowych oczu jakby chciało przejrzeć moją duszę.Uspokoił się.-Skąd się tu wziąłeś?-zapytałam.
-J-ja nie wiem.Obudziłem się na tej ławce.-powiedział szczękając zębami.No tak,jest 5 rano,jesień,ok.-7 stopni.Musi mu być naprawdę zimno.
-Jak masz na imię?
-Nic nie pamiętam.
Musiałam szybko podjąć decyzję.Taty nie ma w domu,mogę zaprosić chłopaka żeby się ogrzal i coś zjadł.Ale rozum mówi mi że nie powinnam ufać obcemu chłopakowi.No dobra.Pieprzyć rozum,nie zostawię go tutaj.
-Dasz radę wstać?-zapytałam,
Chłopak uniósł się parę centymetrów ale po chwili upadł na ziemię jęcząc z bólu.
-Poczekaj,pomogę ci.-Już schylałam się żeby mu pomóc ale mi przerwał.
-Czekaj.Nie znasz mnie.Nie pomagaj mi.Ja tylko ścągnę na ciebie kłopoty.Nie rozumiesz.Ja nie jestem stąd.Tam skąd pochodzę nie pomaga się ludziom takim jak ja...-powiedział
Zastanawiałam się chwilę nad sensem tych słów.Skąd on może być?Nieważne.
-Nie wygłupiaj się.-Chwyciłam go pod ramię i pomogłam wstać.Chłopak był ciężki a ja nie byłam zbyt silna ale jakoś dałam radę.Kiedy wstał,przyjrzałam się mu.Miał na oko 18 lat.Ciemne włosy opadały na jego czoło.Kiedy otworzył usta żeby zaczerpnąć powietrza zobaczyłam że ma aparat na zęby.Wyglądał z nim uroczo.A jego oczy,były najpiękniejszymi oczami jakie kiedykolwiek dane mi było zobaczyć.Powoli doszliśmy do furtki mojego domu.Bardzo zdziwiło mnie to że po drodze ludzie nie zwracali na nas uwagi.Bo chyba to nie jest normalne żeby 16 latka podtrzymywała ledwo żywego chłopaka i szła tak główną aleją w parku.To było podejrzane.
Otworzyłam furtkę i weszłam do środka.Zaprowadziłam chłopaka do mojej sypialni i położyłam go na łóżku.Odetchnął z ulgą.Poszłam do łazienki po apteczkę i wróciłam z nią do mojego pokoju.Rozerwałam nogawke u jego i tak już bardzo zniszczonych
 i brudnych spodni i zobaczyłam naprawdę paskudną ranę.Na szczęście noga nie była ani złamana ani zwichnięta tylko stłuczona.Zapytacie się skąd to wiem?Kiedy moja mama żyła nauczyła mnie paru rzeczy bo była pielęgniarką.Wyciągnęłam gazę i wodę utlenioną żeby oczyścić ranę.Przy każdym posunięciu gazą po nodze chłopak jęczał z bólu.Po oczyszczeniu rany posmarowałam ją specjalną maścią a całą nogę kremem na obrzęki i stłuczenia.Usztywniłam ją dwoma zwiniętymi bandażami a to wszystko zawinęłam trzecim.Poszłam do kuchni ,zrobiłam parę kanapek i ciepłej herbaty.Położyłam to na tacę i zaniosłam chłopakowi.Nigdy nie widziałam żeby ktoś jadł tak łapczywie.Kiedy on ostatnim razem jadł?Kiedy skończył,patrzył się na mnie czujnie,jakby dalej mi nie ufał.Czułam się nieswojo więc wyszłam.Poszłam do pokoju mojego brata,wzięłam czystą szarą koszulkę i czarne dresy.Kiedy wróciłam do pokoju chłopak dalej siedział na łóżku i obserwował co dzieje się wokól niego.
-Tu masz czyste ubrania.Po prawej jest łazienka.Kiedy odpoczniesz możesz iść się odświeżyć i przebrać.Gdybyś czegoś potrzebował jestem w pokoju naprzeciwko.
Już miałam wychodzić kiedy powiedział:
-Dlaczego to robisz?
-Co takiego?-zapytałam
-Pomagasz całkiem obcemu chłopakowi ,zapraszasz go do domu,częstujesz jedzeniem...-odpowiedział.
-Och...to zwykła ludzka moralność.-powiedziałam i wyszłam z pokoju

Prologue.

Drobna dziewczyna o czekoladowych oczach,leżała na łóżku i w zamyśleniu wpatrywała się w sufit.Tuż obok jej głowy,na poduszce leżał telefon z którego wolno wypływały nuty piosenki ,,I'm not the only one".Po pierwszej zwrotce,jak na zawołanie na jej oczach pojawiła się wilgotna powłoka oznaczająca słabość.Ale jak ktokolwiek może być silny po stracie ukochanej osoby?Życie jest niesprawiedliwe.Obiecała jej.Do cholery jasnej,obiecała!

Obiecała że jej nie zostawi.

Że zostanie z nią do końca życia.

A tu co?

Obietnica nie została dotrzymana.